sobota, 24 listopada 2012

Libera nos...?

"Jak wygląda świat, kiedy życie staje się tęsknotą? 
Wygląda papierowo, kruszy się w palcach, rozpada. 
Każdy ruch przygląda się sobie, każda myśl przygląda się sobie, każde uczucie zaczyna się i nie kończy, 
i w końcu sam przedmiot tęsknoty robi się papierowy i nierzeczywisty. 
Tylko tęsknienie jest prawdziwe, uzależnia. 
Być tam, gdzie się nie jest, 
mieć to, czego się nie posiada, 
dotykać kogoś, kto nie istnieje."
// O. Tokarczuk //
 
 a to takie małe wspomnienie września... ;)

wtorek, 20 listopada 2012

Kilka zżółkłych stron... part Łan

   "Jestem narkomanką. (...) Mam 18 lat. (...) Zawsze chciałam być wolnym człowiekiem, a stałam się niewolnikiem strzykawki. Osiągam swoje złudne zadowolenie. I to jest wszystko, co mam. (...)
    To wszystko boli, całe moje doświadczenie, koszmar, który do tej pory przeżyłam. Niekiedy bardzo pragnę, by się to wszystko skończyło. Chciałabym odejść, ale tak, żeby to była świadoma decyzja, a nie depresyjne przeżycie. Czasami wydaje mi się, że doskonale to czuję, czuję siebie, świat. Jestem pozornie spokojna. I wtedy przychodzi smutek. Jak to jest, że nagle pewnego dnia zaczynasz rozumieć, że nie masz przyjaciela. Ta cholerna, idiotyczna pustka wypełnia się o jeszcze jedną dziurę. Jesteś sama. Odczuwasz wtedy dziwny niepokój. Czy można mnie oswoić? Dlaczego wszystko obraca się przeciwko mnie? Bo sama jestem przeciwko sobie. Niszczę się systematycznie, nie daję sobie żadnej szansy. Dokonuję okrutnego mordu na sobie.
    A tak pragnę żyć. (...)
Zrobili mi na koniec terapię. Mówili, że mam szansę. Bali się tylko, jak poradzę sobie ze stanami depresyjnymi. (...) Gdy już tak się stanie, to wspomnienie oddziału nie będzie bolesne. Był dobrą szkołą życia, okrutną, ale takie jest życie ćpuna. (...)
    No i zaczynają się myśli samobójcze. Mogłabym to zrobić, mam na tyle towaru, żeby się już nigdy nie obudzić. Ale ciągle coś mnie jeszcze powstrzymuje. Chyba tak naprawdę to chcę jeszcze żyć. (...)
    Sama siebie mogę zniszczyć. Czy to nie jest wspaniałe? Mój świat jest taki, jaki sobie stworzyłam. Często działam destrukcyjnie i przeżywam coraz silniejsze wstrząsy po kolejnym upadku. Wtedy moje ciało bywa dostosowane do rzeczywistości, przestrzega pewnych form współżycia z ludźmi. Żyje życie biologicznym. W ciele tym powoli zaczynam dojrzewać JA. Dojrzewam w wielkim cierpieniu poszukiwania nowego, może sensu, może uczuć? To narasta, dochodzi do punktu kulminacyjnego i... widzę wokół siebie wielką pustkę. Tę pustkę czasami wypełnia ból. Tak nie można żyć. Ale czy potrafię inaczej, czy umiem zmienić swoje życie?
   Chciałabym tego sama dokonać. Nie chcę znowu być ciekawym przypadkiem, beznadziejnym przypadkiem rokującym poprawę, przypadkiem w ogóle. Nie chcę być czubkiem, psychotropkiem, stukniętą wariatką. I nie chcę być normalną w waszym nienormalnym świecie. Więc mam odejść?
   Nie, jeszcze nie teraz. (...)
Koniec roku. Bilans okrutny. Jestem bliżej dna niż kiedykolwiek. Bo kiedyś to jeszcze wierzyłam, że mam jakąś szansę. A teraz już nie. Wzięłam morfinę od Filipa. Ma ją z włamu do apteki. (...) Filip nie żyje. Popełnił samobójstwo. Poleciał na złotą strzałę. A więc dokonał wyboru. Nie mógł już tego znieść. (...) Miał 26 lat, osiem lat ćpania. Teraz jest już naprawdę wolny, od wszystkiego. Żegnaj, Filipie. (...)
   Przed czternastką byłam dzieckiem. Naprawdę. Chodziłam grzecznie do szkoły, zbierałam piątki i słuchałam nauczycieli. Potem okazało się, że nie warto słuchać dorosłych. Wsłuchałam się w siebie i poniosłam klęskę. Całkowita przegrana. I tak już zostało. Ogłuchłam na argumenty dorosłych. Chcieli się wpieprzyć w mój życiorys. Idioci, nie umieli się ze mną porozumieć. A przecież codziennie krzyczałam o pomoc. Ale wtedy oni byli głusi i ślepi. Teraz kończymy się razem, oni ze starości, ja z młodości. Jestem młoda i muszę odejść, iść daleko, donikąd. Mijam delikatnie morfinowe słupki, kompotowe drogowskazy. Dojdę tam sama, w wielkiej dojrzałej samotności. Tak jak każdy z nas. (...)
   Jestem bez sił, skręca mnie z bólu, gryzę dłonie, nie wiem, co można zrobić ze sobą w takiej chwili. Znów mi dają kroplówkę i jest trochę lepiej. Pierwszy sen tutaj. (...) Teraz bada mnie psychiatra. Pyta o choroby, uszkodzenia mózgu. I to ich ciągłe "dlaczego". Nie wiem dlaczego, już nic nie wiem. (...) Moje życie to moja sprawa. I nie jestem tutaj na terapii, tylko walczę o wysokość wyroku. Bez sensu to wszystko. Ale co można teraz zrobić? Trzeba im ulec i mówić, i mówić, ciągle mówić o sobie. Tylko tak naprawdę to co ja wiem o sobie? Też niewiele. Nie miałam czasu, by ze sobą pobyć na trzeźwo i zobaczyć, jaka jestem. (...)
   Jak można przetrwać noc, taką noc, gdzie wszystko jest ostateczne i nieodwracalne? I nie można umrzeć. I trzeba tu być. Dlaczego musiałam umrzeć za życia? (...)
   A więc tak to wszystko się kończy. Nastąpił koniec wszystkiego. Trzeba się z tym pogodzić. Marzenko, siostro, złączyły nas nasze pokręcone życia. Dlaczego musiałaś tak wcześnie odejść? Kim byłaś? Byłaś narkomanką, tak jak ja. Ale zanim się nią stałaś, byłaś biednym, nieszczęśliwym człowiekiem. I stało się. Za późno było, by żyć, by walczyć o siebie. Może i nie warto było? A może warto? (...)
   Czym jest bezsilność? Do pokoju wpadła ważka o bardzo delikatnych skrzydełkach. Gdybym ją chciała wynieść z pokoju, uszkodziłabym jej coś i zginęłaby. Ale nie przeżyje nocy w mieszkaniu. Czyli nie mogę już nic dla niej zrobić. Mogę tylko skrócić jej cierpienie, zabić ją od razu. Przysiadła w kącie, chyba zrezygnowała z walki o życie. Jestem bezsilna. Widzisz, Baśka, trzymasz się idiotycznie tego życia, masz przecież tę ostatnią nić w swoim ręku. To tylko twoja sprawa. (...)
   Chyba nie było innej drogi. Gdyby nawet to wszystko odwrócić, gdyby móc wrócić do tamtych szczenięcych lat, to chyba byłoby to samo. Mój pierwszy zastrzyk morfiny, gdy miałam 14 lat i euforia z powodu wejścia do świata ćpunów. I pogarda dla zwyczajnych i przeciętnych. I ja, wielka, ważna gówniara, która była sama dla siebie idolem. Może ktoś mógł mnie zawrócić z tej drogi? A może nie? Wiedziałam tylko, że nigdy nie będę po ich stronie. (...)
   Narkotyki nie sprawiają mi już żadnej przyjemności. Tylko powodują, że nie jest mi aż tak źle. To tak, jak bym była, a teraz mnie nie ma. Jest jeszcze coś biologicznego, co trzeba przerwać, bo nie ma prawa do egzystencji. Ugrzęzłam na samym dnie. Widać w lustrze jeszcze tylko oczy, które patrzą na cały mój upadek. Moje oczy, które tak kiedyś chciały poznawać świat. Przestaję się bać. Bo chyba wiem, co mam teraz zrobić, wiem to już od dawna. Kiedyś utraciłam radość życia, teraz należy doprowadzić rzecz do końca. (...) 
     Skończyłam 21 lat. Zawsze myślałam, że gdy trzeba będzie odejść, to będę się tego bała. Bo mimo wszystko nikt nie chce odchodzić, gdy się jest tak młodym. Wtedy tak bardzo chce się żyć. Z tym wszystkim, co się kocha, z człowiekiem, którego się kocha. W tym cholernym życiu potrzebna jest miłość. Bez niej jest wieczna pustka, która dusi, zabija, męczy. I wtedy nie można być sobą. Jest się dla siebie zupełnie obcym. Tak zupełnie i bez reszty obcym dla samego siebie.
     Nie kochałam, nie było kiedy. Ale i nie będzie już kiedy. Muszę odejść, tak nie można żyć, bez nadziei, bez sensu. Zniszczyłam sama siebie. Tego chciałam? O Boże, nie wiem. Co się wtedy myśli i czuje, gdy przychodzi koniec? Umrę w tym obcym mieszkaniu, w samotności, narkomańską śmiercią, bezsensowną śmiercią.
     Nie potrafiłam się odnaleźć w tym życiu... 
     Wybacz mi... "


// Pamiętnik narkomanki - Barbara Rosiek //